Ostatnie wpisy
|
czwartek, 12 czerwca 2008
Limeryk
Był kiedyś chłop spod Limanowej Tak biegły w fizyce kwantowej, że gdy orał raz pole, to traktor stał w stodole Gdyż pole było tensorowe.
środa, 14 czerwca 2006
Marchewka
Rzecz to jest niebywała, mówią wszystkie warzywa. Marchewka się zaćpała i leży, jak nieżywa Przywiędła jej już natka i wyschła z wierzchu skóra Żałuje ojciec, matka i płacze cała natura. I nie ma dla dla niej ratunku. Za późno, by coś poradzić. I już jej Wielki Ogrodnik na nowo nie posadzi. Więc pora już na morał, co jasny jest jak słońce: Że nie tylko kijek, że nie tylko marchewka, Lecz każdy biały proszek zawsze ma dwa końce. Dobra nowina
Posłuchaj, oto wierszyk świeży, Co rzecz niezwykłą powie ci: "Deszczyk - to ten, co w deskach leży, - Nieboszczyk - ten, co z nieba szczy."
niedziela, 26 marca 2006
Żabol moralny
Hen, nad źródełkiem w cienistym lesie Chatę swą miał już niemłody, Surowy bardzo, jak wieść niesie Strażnik Czystości Wody. Gdy ktoś ze źródła chciał skorzystać, To musiał go przekonać, Że woda krystalicznie czysta Zostanie niezmącona. Lecz gdy Pan Żaba się pojawił Wnet wszystko się zmieniło Zaświadczeń bowiem plik przedstawił, A każde ważne było. Na samym wierzchu zaś leżało Świadectwo moralności, Z podpisem i pieczęcią małą Ważnej Osobistości A dalej były takie rzeczy Że nie będziemy o nich mówić wierszem, bo szkoda porządnej poezji na takie świństwa. W każdym razie wyszło na to, że byle żabol, gdy ma odpowiednie świadectwo, to może w źródełku bezkarnie moczyć dupę, a służby specjalne ani pisną na ten temat!!!
sobota, 11 lutego 2006
Na Marsie
Człowiek przemierza morskie głębiny Do wnętrza Ziemi też wdarł się, Ale doczeka jeszcze godziny, Gdy wyląduje na Marsie. Stanie, rozejrzy się dookoła Zdumiony pokręci głową, Po czym w zachwycie wielkim zawoła: "Kurnia! Jak tu kolorowo! Zieloną skórę mają dziewczęta, Różowe liście na drzewach, W kropki i ciapki wszystkie zwierzęta. A tu? O! Niebieski ptak śpiewa! Niebo jest Złote, liliowe chmury, Pomarańczowa jest woda, I żółty deszczyk leci wciąż z góry.. To nie jest deszczyk? A szkoda...." Przywita Marsjan go delegacja z chlebem i solą na tacy. On zaś zapyta "Cóż to za nacja?" Oni odrzekną - "Polacy!" "Ja też Polakiem jestem, lecz z Ziemi. U nas zupełnie inaczej. Szaro jest, smutno, ludzie zmęczeni I dużo błędów, wypaczeń. I nie ci rządzą wciąż, co powinni. Ludzie to próżni i podli. Z lewa, czy z prawa - nie chcą być inni, Mimo, że naród się modli". Marsjanie trochę go posłuchają, Zdumieni jego niewiedzą. Głowami kiwną i poziewają I tak mu odpowiedzą. "Przestań narzekać ziemski Polaku, Bo nas to trochę już nuży. Polskę ma każda planeta taką, Na jaką sobie zasłuży.."
sobota, 21 stycznia 2006
Świnie
Raz dziesięć świnek pięło się w górę Po szczeblach, po drabinie Wszyscy to widząc pytali chórem "Dokąd idziecie, świnie?" Aż powinęła się nóżka jednej Na łeb, na ryj zleciała Lecz nie żałował nikt świnki biednej Dziewiątka wszak została. Druga też spadła lecz z własnej winy Bo wciąż jej było mało Zamiast się mocno trzymać drabiny Forsy się jej zachciało I się pusciła, po czek siegając, Za pierwszą poleciała Lecz świnek osiem jeszcze zostało Więc trzódka wciąż niemała. Trzecia i czwarta się sprzymierzyły By zniszczyć resztę całą. Lecz inne - świnię im podłożyły Sześć świnek pozostało. Sześć małych świnek w górę się pięło Trwał wyscig ten zajadły Aż coś pod nimi w dole dupnęeło I wszystkie naraz spadły. Gdy się tak idzie po drabinie - Podróż to niebezpieczna, No a szczególnie gdy idą świnie Drabina zaś jest społeczna. Transatlantyk
Gdy transatlantyk wielki zatonął, Bez ofiar się nie obyło. Fakt ten żywotów wiele pochłonął. Pięć osób tylko przeżyło. Na tratwie wszyscy wylądowali Dzięki chaosu zrządzeniu I przez wód bezmiar podryfowali W nieznane, ku przeznaczeniu. Czterech ich było i jedna dama, Zły los ją tak był skazał. Trochę się bała wśród mężczyzn sama, Że słusznie - czas wnet pokazał. Bo gdy zgłodnieli - nerwowi byli, I ona też razem z nimi, Więc by się nieco uspokoili Kusiła ich wdzięki swymi. Gdy ją sen zmorzył, rzecze z nich jeden: "Co nam zależy panowie? Wszak siedem portów - i dziewcząt siedem, Poza tym nikt się nie dowie. Wszyscy się z jego mową zgodzili. O, straszny, okrutny losie! I z morską solą damę spożyli. Starczyło im na dni osiem. Lecz za dni cztery - ironia czysta - Pojęli, że należało Może inaczej ją wykorzystać, Niżeli zjadać jej ciało. A oto morał z tego zdarzenia, Na który każdy już czeka: "Dieta wpływ wielki ma bez wątpienia Na możliwości człowieka." Kurs samoobrony (techno)
W lasery uzbrojony Polaków kosić bez litości Że zostawały same kości Cholerne niebieskie ludziki To naród podły i dziki Bo wszędzie gdzie przylatują Porządnych ludzi mordują Lecz my się łatwo nie damy niebieskom zarazę zatrzymamy Na sucho nie ujdzie tej hordzie Każdemu damy po mordzie Mieszali Francuzom i Szwedom Bo my ich podstępem weźmiemy I wszystkich wódką schlejemy Mieszali Szwajcarom i Finom Ale tu u nas to zginom Każdy na kaca tu skona To będzie nasza obrona
poniedziałek, 16 stycznia 2006
Dinozaury :-))
Przedpotopowy pewien dinozaur Gdy głodny był i wkurzony Kolegę swego mniejszego pożarł I beknął zadowolony Lecz kaca po tym miał moralnego -"Czy dobrze ja uczyniłem?... Wszak powinienem zeżreć większego, A ja mniejszego spożyłem." Gdy tak uczynki swoje rozważał, Nie zauważył dumając, Że podszedł większy i się nim nażarł, Też zresztą głośno bekając. Morałów z tego pięć aż wynika, A pierwszy jest kardynalny : "Zawsze się tego strzeż przeciwnika, Co nie ma zasad moralnych". Druga nauka w podobnym duchu: "Gdy kto zbyt żądny wyników, Może obudzić się w czyimś brzuchu, Więc jakby z ręką w nocniku." Ci zaś niech przyjmą trzecią zasadę, Co chcą wciąż działać skutecznie: "Dobrze jest w życiu być dużym gadem, A myśleć jest niebezpiecznie." Dla przedsiębiorców jest ta sentencja, Niezwykle w biznesie ważna, "Słaba pożera się konkurencja - - Jednoczy się zaś poważna" Ostatni morał to prawda szczera. - Niewielu ją cenić potrafi: "Nawet jeżeli innych kto zżera I jego w końcu szlag trafi!"
piątek, 06 stycznia 2006
Znów bałwan!!
W pewnym królestwie dawno już temu W czasach dostatku i chwały Lud wdzięczny stawiał królowi swemu Ze śniegu pomnik wspaniały Pomysł ten rzucił pewien artysta By wśród pałacu ogrodów Wznieść okazały na łokci trzysta Dowód wdzięczności narodu Wykonał projekt, i pomnik stanął Zwieńczony złotą koroną Dni aż trzydzieści go budowano (Właściwie to go lepiono) Król, gdy zobaczył to arcydzieło Jak bóbr się głośno rozpłakał Wzruszenie nagłe tak nim wstrząsneło A w kącie z radości skakał: "Jacy poddani są moi mili Że sami tak pomyśleli I że ze śniegu mnie ulepili Pomimo, iż nie musieli." Pomnik stał dzielnie przez zimę całą Królewskie ciesząc wciąż oczy, Aż wiosną ciepłym wiatrem powiało I zaczął się dziwnie moczyć Calkiem pokaźne bajorko wody Pod królem się już zebrało Topniały śniegi, tajały lody - Z pomnika - strugą się lało. A gdy sie jeszcze cieplej zrobilo Król wydał wiośnie rozkazy: "Ja nakazuję byś się skonczyła Nie będę mowił dwa razy!!" A wiosna jakoś nie posłuchała I grzała z podwójną siłą Się roztopiła konstrukcja cała I całkiem ją połozyło A morał taki z tego wynika Że politycznej odwilży fala Sprawia iż władza pod siebie sika I wizerunek jej się wywala. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||